Wczoraj pracując myślała sobie, że chce dojrzałej miłości.

Kiedyś tęskniła za miłością, która wypełniałaby luki jakie są w niej. Myślała o tym, aby ktoś jej pomagał na co dzień, żeby było jej lżej. I żeby był ktoś, kto da jej poczucie bezpieczeństwa. I żeby ta osoba kochała ją bezwarunkowo.

Teraz myśli inaczej.

Teraz wie, że jest kompletna i radzi sobie w życiu całkiem dobrze w różnych sytuacjach. Czuje się dobrze i bezpiecznie we własnym towarzystwie. Nawet w trudnych sytuacjach potrafi się sama wspierać. I wie, że w dorosłym życiu nie istnieje między ludźmi coś takiego jak bezwarunkowa miłość. Zawsze, gdy przekraczamy czyjeś granice – kończy się „bezwarunkowość”. Niby oczywiste.

Teraz myśli o miłości tak, że chce się nią dzielić. Dlatego właśnie, że zna i docenia siebie, i wie, że ma wiele dobrych rzeczy w sobie, którymi może podzielić się z kimś, kogo zaprosi do swojego serca i do swojego życia.

Nie szuka kogoś, kto zapełniałby jej pustki, kto by jej coś dał. Ale chce się z kimś dzielić tym, co ma. Oczywiście z wdzięcznością przyjmie to, co ktoś zechce jej podarować. Taka dobrowolna zależność…

Dziś wie, że wszystko przychodzi we właściwym momencie. Jest otwarta i uważna na to, co przynosi jej życie.