„Myślę, że w czasach jaskiniowców, nasi przodkowie gromadzili się nocą wokół ogniska. Wilki wyły w ciemnościach, poza kręgiem światła. A jeden człowiek zaczynał mówić. Opowiadał historie, żebyśmy nie bali się tak bardzo mroku.” Tak w którejś scenie mówi jeden z głównych bohaterów filmu „Geniusz” – Max Perkins, redaktor, który doskonale rozumiał rolę pisarzy. Wszak to oni opowiadają historie, byśmy się nie bali. Opowiadają, byśmy lepiej rozumieli życie. Opowiadają, by dotrzeć do naszych serc i poruszyć w nas to, co dobre, piękne i szlachetne.

Zdawać by się mogło, że tytułowym geniuszem jest Thomas Wolfe – autor m.in. książek „Spójrz ku domowi, aniele”, „O czasie i o rzece”. To jego okrzyknięto geniuszem, gdy książka stała się bestsellerem.

Jednak, czy na pewno o niego chodzi? Mam wątpliwości.

A może chodzi o pracującego skrupulatnie redaktora Maxa Perkinsa? Tego, który w zestawieniu z impulsywnym i gadatliwym Wolfem stoi nieco w cieniu, jest małomówny, obserwujący, wyciszony… Ale za to pełen ciepła, empatii, współczucia, uczynny i pomocny. To z jego ust padają słowa: Można żyć na różne sposoby. Kochając dzieci i patrząc jak dorastają. Utrzymując rodzinę. Wykonując ważną pracę, cenną dla innych. I on tak właśnie żyje – zdając sobie sprawę, że jego praca jest ważna dla innych. Wszak to on wyłowił literackie talenty takie jak Ernest Hemingway czy Scott Fitzgerald. To on tak opracował książki, by stały się cennymi perłami w literackim świecie.

Niesamowicie podobało mi się pokazanie różnych sposobów pisania. Thomas Wolf – człowiek niezwykle żywiołowy – z łatwością przychodzi mu wzniośle mówić i wzniośle pisać. I to pisać z łatwością, niemal wylewając z siebie całe potoki słów. I Scott Fitzgerald, który niemal walczy o każde słowo. I Hemingway, dla którego pisanie nie było jedynym zajęciem.

Geniusz filmOgromny plus dla reżysera Michaela Grandage, że w swoim dziele ukazał nie tylko wątki biograficzne, ale przede wszystkim tworzenie utworu. Tworzenie, które dla każdego jest czym innym, inaczej wygląda i daje zupełnie inne rezultaty. Dialogi prowadzone podczas skracania przeogromnego dzieła Wolfa – dają obraz heroicznej, wielomiesięcznej pracy redaktora, który z jednej strony musi zachować oryginał dzieła, a z drugiej – doprowadzić do takich zmian, by książka była doceniona na rynku. To w końcu Max Perkins zadaje pytanie: Poprawiamy książki czy je zmieniamy? A autor, któremu ciężko rozstać się z wieloma stronami swojego dzieła w rozpaczy krzyczy: Przynoszę ci tekst wyrwany z trzewi a ty mówisz, że się nie mieści! 

W związku z tym, że od 2003 roku jestem związana z rynkiem wydawniczym – film ten ma dla mnie kluczowe znaczenie. Doskonale rozumiem wszystkie emocje autora, który rzeczywiście wydobywa z siebie wszystko, a książka jest fragmentem jego życia, jego wrażliwości, jego uczuć. I rozumiem też przeogromny trud redaktora, który musi z 5 tysięcy stron książki stworzyć kilkusetstronicowe dzieło, które poruszy serca czytelników. Czy więc prace redakcyjne są jedynie niezbędną obróbką czy zmieniają kształt dzieła?

Kto tu jest twórcą? Kto geniuszem?

Max Perkins i Thomas Wolfe stają się przyjaciółmi. Z pełnym zaangażowaniem pracują nad książką. A jednak… jak to w życiu bywa… ludzie przychodzą do nas jedynie na jakiś czas. Odciskają w nas swoje piętno, przez chwilę tylko idziemy z nimi wspólną drogą, a później każdy podąża swoją…

Kamień… liść… nie odnalezione drzwi… O kamieniu, o liściach, o drzewach. I o wszystkich zapomnianych twarzach. Kto z nas naprawdę znał własnego brata? Kto z nas naprawdę zajrzał w serce ojca? Kto z nas nie pozostał na zawsze zamknięty w więzieniu? Kto z nas nie jest na zawsze obcy i samotny? Pamiętający i niemi szukamy wielkiej, zapominanej mowy. Szukamy zagubionego końca ścieżki wiodącej do nieba, kamienia, liścia, drzwi. Gdzie? Kiedy? O, zagubiony i przez wichry opłakiwany duchu, wróć. – fragment z książki Thomasa Wolfa „Spójrz ku domowi, aniele”

Zapraszam do obejrzenia filmu „Geniusz”.