„Najdroższy,

jestem przekonana, że znów pogrążam się w obłędzie. Czuję, że nie zdołamy przebrnąć przez kolejny straszny etap, tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy, nie potrafię skupić myśli. Robię więc to, co wydaje mi się najlepsze. Dałeś mi najwyższe szczęście. Pod każdym względem byłeś dla mnie wszystkim. Wiem, że rujnuję ci życie, że beze mnie mógłbyś pracować. Będziesz pracować, wiem to. Nie potrafię tego nawet ująć jak należy. Chcę powiedzieć, że całe moje szczęście zawdzięczam tobie. Byłeś wobec mnie bezgranicznie cierpliwy i niewiarygodnie dobry. Wszystko straciłam. Jedyne, na czym mogę polegać, to twoja dobroć. Nie mogę dłużej rujnować ci życia. Nie sądzę, by można było stworzyć szczęśliwszy związek, niż nasz. Virginia”

Tym pożegnalnym listem rozpoczyna się niesamowity film – „Godziny”.

Virginia Woolf

Virginia Woolf

Najłatwiej byłoby powiedzieć, że to film o życiu i twórczości Virginii Woolf – czołowej pisarki literatury modernistycznej XX wieku. Jednak dobry film ma to do siebie, że nie jest tak łatwo jednym zdaniem opowiedzieć fabułę. A „Godziny” niewątpliwie do takiego kina należą.

Film jakby splata w sobie wydarzenia z życia autorki, bohaterów książki „Pani Daloway”, ale też czytelniczki tej książki. Nie ma granicy pomiędzy tym, co jest realne, a co fikcją literacką. Tak, jakby sama autorka w swojej chorobie właśnie tak odbierała życie – z zatartymi granicami pomiędzy jej światem wewnętrznym a realnością… Pojawia się motyw miłości Virginii do kobiety, jej choroba, pisanie „Pani Daloway” i samobójcza śmierci pisarki. I towarzyszy nam motyw kupowania kwiatów – nawiązujący do słynnego pierwszego zdania książki… Wszystko w niesamowity sposób wzajemnie się łączące i przenikające.

Do tego świetna obsada, niesamowita gra aktorska. Nicole Kidman, Meryl Streep i Julianne Moore w głównych rolach są idealne. Wszystko to tworzy niesamowity klimat i arcydzieło.

Dla mnie to film o ludzkiej wrażliwości i o konieczności podejmowania dramatycznie trudnych wyborów. I często są to wybory dotyczące życia lub śmierci… Szczególnie mocno zapadła mi w pamięć scena, w której pojawia się matka poety i mówi o tym, że wybrała życie. Ale ten wybór okupiony był ogromnym kosztem. Zostawiła dzieci…

Pozostałam z całą masą myśli – czy tak dramatyczny wybór był konieczny? Czy podążając za sobą, własnymi potrzebami, własnym sercem – narażeni będziemy na zapłacenie tak dużych kosztów? Bo koszty są ogromne – pozostawienie dzieci i zerwanie więzi z nimi, ból tych dzieci i ich niewybaczenie, wykluczenie i społeczne osądzenie,… a także zmierzenie się po latach ze śmiercią, dorosłych już, dzieci.

W życiu często stoimy przed dramatycznymi wyborami. Inni widzą tylko niewielki skrawek, widzą jedynie efekt tego wyboru. Często też najbliżsi niosą w jakimś stopniu konsekwencje naszych wyborów. Czy jednak mamy prawo oceniać, nie wiedząc często, że alternatywą dla tego wyboru była śmierć…?

Polecam obejrzenie filmu. Niewątpliwie nie należy do łatwych. Jednak pozostaje na długo w sercu i umyśle.


Każda tajemnica duszy pisarza, każde doświadczenie jego życia, każdy przymiot jego umysłu zapisane są wielkimi literami w jego dziełach. Virginia Woolf

Każda tajemnica duszy pisarza, każde doświadczenie jego życia, każdy przymiot jego umysłu zapisane są wielkimi literami w jego dziełach. Virginia Woolf