Nikt nie spodziewał się, co ukrywa pod burzą loków. Zawsze cicha i spokojna, zdawać by się mogło, że uległa i bez własnej inicjatywy. Zawsze nieco w cieniu. Tak, jakby nie wierzyła we własną siłę i w to, że jej pomysły i jej rozwiązania są dobre. Wyrażała swoje zdanie, ale zostawiała, by decyzję podjął ktoś innych. Oddawała odpowiedzialność w ręce innych. Nawet, jeśli w głębi duszy wiedziała, że ma rację. I to powodowało w niej poczucie ciągle narastającej niewygody i wewnętrznego ciężaru. W końcu powiedziała: dość! Koniec życia w cieniu. Teraz nastała nowa era. Era zwracania uwagi na samą siebie.

Wiedziała już, że drzemią w niej ogromne pokłady siły. Jednak bała się. Bo miała świadomość, że każda decyzja niesie za sobą odpowiedzialność. Bała się, lecz intuicja mówiła jej, że idzie we właściwym kierunku. Postanowiła jej zaufać. Tej cicho lecz uparcie szepczącej „pani”, która mieszkała gdzieś w okolicach jej serca… I wiedziała czego pragnie i co jest dla niej dobre.

Postanowiła jej słuchać. Pomimo lęku i obaw, które w sumie zawsze towarzyszą.

Wiedziała, że postąpiła właściwie słuchając tego, co podpowiada jej serce.