Myślniki to cytaty z własnych książek, własne krótkie myśli, sentencje.

***

Stała boso. Delikatny wietrzyk muskał jej włosy, a słońce przytulało złotymi ramionami. A oni patrzyli, że tyle wystarczyło, by stała mocno. Niezachwianie. Nieporuszenie.

***

Wszystko co najlepsze rodzi się w swoim czasie, niekoniecznie bez bólu. Bolało. Teraz czas na najlepsze.

***

Poszła do lasu. Do drzew o szorstkich konarach. Mówiły jej o sile. O korzeniach. O lecie i zimie. O stabilności. O nadziei. Śpiewały jej pieśń mądrości.

***

Spotkała ich wiele. Nie poznała żadnej. Stały za murem swych trudnych przekonań.

***

A gdyby tak dotrzeć do dna? Dna siebie? Dotknęła. Poznała. Pokochała. A gdyby tak dotknąć nieba? Wspięła się na palcach. Dotknęła. Poznała anioła. Spotykają się potajemnie.

***

Jak to jest, gdy istnieje ktoś, komu można powiedzieć jak smakuje dzisiejsza kawa i jaką myśl stworzył poranek?

***

A gdyby nie tęskniła? A gdyby nie ten nierówny rytm serca? Wtedy nawet tęcza miałaby barwy szarości…

***

Nie pozwól mi tęsknić do bólu! Nie pozwól mi czuć tego, co czuję! Daj nadzieję. Zostań! Odeszłaś…

***

Poszła spać. Kołdra okryła nie wtuloną w nikogo nagość, a chłód objął jej stopy. Szorstkość ścian nie odbiła echem ciepła brzmiącego tu wczoraj.

***

Dotknęła jej ramienia. Kiedy ktoś ją tak czule dotykał? Za odrobinę czułości oddałaby siebie. I oddała.

***

Stała boso. Delikatny wietrzyk muskał jej włosy, a słońce przytulało złotymi ramionami. A oni patrzyli, że tyle wystarczyło, by stała mocno. Niezachwianie. Nieporuszenie.

Stała boso. Delikatny wietrzyk muskał jej włosy, a słońce przytulało złotymi ramionami. A oni patrzyli, że tyle wystarczyło, by stała mocno. Niezachwianie. Nieporuszenie.

Wszystko co najlepsze rodzi się w swoim czasie, niekoniecznie bez bólu. Bolało. Teraz czas na najlepsze.

Wszystko co najlepsze rodzi się w swoim czasie, niekoniecznie bez bólu. Bolało. Teraz czas na najlepsze.

Poszła do lasu. Do drzew o szorstkich konarach. Mówiły jej o sile. O korzeniach. O lecie i zimie. O stabilności. O nadziei. Śpiewały jej pieśń mądrości.

Poszła do lasu. Do drzew o szorstkich konarach. Mówiły jej o sile. O korzeniach. O lecie i zimie. O stabilności. O nadziei. Śpiewały jej pieśń mądrości.

Spotkała ich wiele. Nie poznała żadnej. Stały za murem swych trudnych przekonań.

Spotkała ich wiele. Nie poznała żadnej. Stały za murem swych trudnych przekonań.

A gdyby tak dotrzeć do dna? Dna siebie? Dotknęła. Poznała. Pokochała. A gdyby tak dotknąć nieba? Wspięła się na palcach. Dotknęła. Poznała anioła. Spotykają się potajemnie.

A gdyby tak dotrzeć do dna? Dna siebie? Dotknęła. Poznała. Pokochała. A gdyby tak dotknąć nieba? Wspięła się na palcach. Dotknęła. Poznała anioła. Spotykają się potajemnie.

Jak to jest, gdy istnieje ktoś, komu można powiedzieć jak smakuje dzisiejsza kawa i jaką myśl stworzył poranek?

Jak to jest, gdy istnieje ktoś, komu można powiedzieć jak smakuje dzisiejsza kawa i jaką myśl stworzył poranek?

A gdyby nie tęskniła? A gdyby nie ten nierówny rytm serca? Wtedy nawet tęcza miałaby barwy szarości...

A gdyby nie tęskniła? A gdyby nie ten nierówny rytm serca? Wtedy nawet tęcza miałaby barwy szarości…

Nie pozwól mi tęsknić do bólu! Nie pozwól mi czuć tego, co czuję! Daj nadzieję. Zostań! Odeszłaś…

Poszła spać. Kołdra okryła nie wtuloną w nikogo nagość, a chłód objął jej stopy. Szorstkość ścian nie odbiła echem ciepła brzmiącego tu wczoraj.

Poszła spać. Kołdra okryła nie wtuloną w nikogo nagość, a chłód objął jej stopy. Szorstkość ścian nie odbiła echem ciepła brzmiącego tu wczoraj.

Dotknęła jej ramienia. Kiedy ktoś ją tak czule dotykał? Za odrobinę czułości oddałaby siebie. I oddała.

Dotknęła jej ramienia. Kiedy ktoś ją tak czule dotykał? Za odrobinę czułości oddałaby siebie. I oddała.