Opowiadania

Jak Niebo uczy życia…

Nie zawsze rozumiała tak jak dzisiaj. Nie zawsze mówiła o tym co myśli. Nie zawsze wiedziała czego chce. Nie potrafiła wyrazić tego, co czuje. Nie zawsze szła za głosem serca. Chyba w ogóle nie słyszała jego głosu…

Umęczyła się robiąc to, czego nie chciała. Nawet nie wiedziała, czego chce. Kroczyła więc nie swoją drogą. Ciągle żyła pod prąd. Ciągle nie rozumiała życia. Ciągle odmawiała sobie wszystkiego. Nawet nie wiedziała, że ma prawo być szczęśliwa.

Swe żarliwe modlitwy wysyłała w Niebo prosząc o zmianę tego, co wydawało jej się w niej złe, niewłaściwe, niegodne akceptacji. Chciała lepiej rozumieć siebie i innych. Chciała czuć się akceptowana, doceniana, dumna. Chciała być szczęśliwa i kochana. Czego nie robiła, by ktoś ją pochwalił, docenił, okazał akceptację i zainteresowanie. Przemierzała tysiące kilometrów, godziła się na pracę ponad swoje możliwości, zadowalała innych. By w efekcie usłyszeć: jesteś dobra, fajnie to zrobiłaś. Odbierała to jak najwyższe dobro, które mogło ją spotkać. Za zwykłą pochwałę za przeogromne poświęcenie gotowa była przemierzyć świat i osiągnąć nieosiągalne.

Niebo miało swoją odpowiedź. Poprowadziło ją drogą, której wcale nie chciała. To był najcięższy możliwy szlak. Czasem musiała sama przedzierać się przez gąszcze i niczym przez dżunglę, maczetą tworzyć sobie przejście. Nie tak wyobrażała sobie interwencję Nieba… Nie o to prosiła…

Najpierw pojawiła się śmierć. Tragiczna, bolesna, okrutna. Zrozumiała więc czym jest dogłębny smutek, rozrywający serce ból i złość nie wiadomo już na kogo i na co. Zwątpiła we wszystko, co do tej pory uznawała za święte i niewzruszalne. Wraz z przejmującą stratą, ogrom emocji zwalił się na jej kruche serce i rozerwał je na strzępy. W porę znalazła pomoc i jej serce zaczęło się zabliźniać, by znowu zacząć uderzać miarowym rytmem.

Serce opowiedziało jej wiele prawd. Dopiero teraz je usłyszała. Powiedziało jej, że tak już jest – śmierć i życie przenikają się wzajemnie. Nie ma życia bez śmierci. I w niej musiało coś umrzeć, by coś innego ożyło. Umarła jej sztuczność i lęk przed wyrażaniem emocji. Umarła chęć zadowalana innych. Zmęczyło ciągłe patrzenie na to, czy inni będą z niej zadowoleni. Zobojętniały ciężko zdobywane pochwały. Umarła jej naiwność.

Niebo nie ukończyło jeszcze swojego dzieła. Postanowiło przeprowadzić ją przez piekło. Pozwoliło, by zanurzyła się w najczarniejszych odmętach depresji. Mówi się o ogniu piekielnym. Ten ogień zmroził ją swym przenikającym zimnem samotności. Dusił dymem lęku wnikając w każdą komórkę jej ciała. Aż w końcu osłabiona upadła i leżąc w przydrożnym rowie nie widziała już szans dla siebie. A jednak leżenie na dnie może być źródłem siły. Leżała więc zbierając się do kolejnego wysiłku. I tak w końcu wypełzła z rowu turlając się do ostatniego skrawka nadziei.

Ledwie chwilę odpoczęła, a Niebo przyszło z kolejną lekcją życia. Przyszedł czas na poznanie siebie. I choć brzmi uwalniająco, znowu konieczna okazała się walka. Tym razem walczyła o siebie i najbliższych. O godność. O prawdę. O zrozumienie. O spokój. O bezpieczeństwo. O życie…

Niebo odpowiedziało. Zupełnie inaczej niż chciała. To nie był wykład, którego mogła słuchać siedząc spokojnie w ławce. To było kilka lat turlania po kamieniach, zanurzania w bagnie, przechodzenia przez ciernie, dotykania ognia, chłostania mrozu, ziębnięcia w deszczu i śniegu, wystawiania na niemożliwy skwar.

Przeszła tę drogę. Czasem musiała się czołgać. Ale oto powstała z kolan. Gdy po nieludzkim trudzie doczołgała się do mety – czekała ją nagroda.

Otrzymała życie. Prawdziwe. Jej serce uderza rytmem, które pasuje do jej drogi, jej myśli, jej pragnień…

Otrzymała siłę. Tę głęboko ukrytą, subtelną siłę.

Otrzymała zrozumienie. Siebie i innych.

Otrzymała radość i szczęście. I nie boi się dziś wyrażania emocji.

Otrzymała miłość, której może spoglądać w oczy i zanurzać się w ramionach dających bezpieczne schronienie.

Teraz wie, że gdy o coś prosi – Niebo poprowadzi niełatwą drogą, ale to, co otrzyma będzie cenniejsze niż to, co była w stanie sobie wyobrazić…

1 thought on “Jak Niebo uczy życia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *