Recenzje

Uczta Bebette – recenzja filmu

Wiele razy już słyszałam o tym filmie, a dopiero kilka dni temu nadszedł czas, gdy go w końcu obejrzałam. Wróciłam do domu późno, ale zamiast iść spać – włączyłam Ucztę Babette. I oto znalazłam się w XIX-wiecznej duńskiej wiosce nad morzem, gdzie w purytańskiej scenerii upływa spokojne życie dwóch sióstr – Marciny i Filipy. Pewnego dnia z odległego Paryża przybywa tajemnicza kobieta, Babette i podejmuje się prowadzenia kuchni w domu sióstr.

I dalej życie płynie według wieloletniego porządku. Siostry pomagają ubogim, regularnie zapraszają do siebie ludzi ze wsi, śpiewają z nimi. Ale z czasem – ci prości ludzie nie są wobec siebie tak mili i uprzejmi jak kiedyś, gdy jeszcze żył pastor, ojciec Marciny i Filipy.

Przełomem okazuje się uczta, do której zaproszeni goście podchodzą sceptycznie i z lękiem. W ogóle nie mają świadomości, że jedzą potrawy będące prawdziwymi arcydziełami. Jedynie generał, który przejeżdżał tamtędy i zawitał w odwiedziny do sióstr – zna wartość podawanych trunków i potraw…

Film ten wywarł na mnie spore wrażenie, gdyż w sposób prosty pokazuje, jak bardzo sztuka łagodzi obyczaje, nadaje życiu głębi, rozwija nas. Nie trzeba się na niej znać, by ona nas poruszała i wpływała na nasze codzienne życie oraz dotykała najdelikatniejszych strun serca.

Sztuka nie musi krzyczeć, nie musi mówić wprost. A jednak mówi. Nie usłyszysz jej głosu, ale gdy coś drgnie w sercu – wiesz, że działa.

Babette – kuchmistrzyni, po prostu artystka, która wydała całą swoją fortunę, by przygotować ucztę dla prostych ludzi, którzy z czasem zaczęli być wobec siebie nieznośni. Ale na uczcie wszystko się zmieniło – jedząc przewspaniałe dania, będące arcydziełem służącej im od lat paryskiej kucharki – atmosfera się ociepla. Nie znają się na sztuce, nie znają wartości tego, co właśnie spożyli – tych drogich stuletnich win, wymyślnej zupy i przystawek będących prawdziwym rajem dla oka i podniebienia… A jednak – wyszli z tej uczty łagodniejsi, odmienieni, uśmiechnięci…

A Babette przypomniała słowa innego artysty: Na całym świecie rozbrzmiewa wołanie artysty: Pozwólcie mi dać z siebie wszystko.

Tworzenie – czymkolwiek ono jest – pisaniem, malowaniem, gotowaniem, tańcem, śpiewem, graniem, projektowaniem, szyciem, dzierganiem – jest dla artysty niesamowitym wyzwoleniem i koniecznością. A jednak są momenty, gdy nie może zająć się swoim artystycznym spełnianiem. Wtedy jego dusza płacze, czuje się zniewolona i uwięziona. Gdy może tworzyć, gdy widzi jak jego dzieło zmienia ludzi, gdy widzi, że to co robi uszczęśliwia innych – czuje, że żyje pełnią życia.

Codzienne życie bywa dla artysty trudne. Bo kto widzi wartość w czymś tak nieuchwytnym jak delikatne poruszenie serca? Kto widzi konieczność płacenia artyście za te chwile wzruszenia? I tu jest cały paradoks. Bo wiersz, obrazek, piękne brzmienia, czy cudowne potrawy – mają moc zmieniania serc, nadawania życiu głębi, zacieśniania więzi, uwalniania duszy, rozpościerania skrzydeł… I są czasem o wiele droższe niż cokolwiek, co materialne…

Dbajmy o artystów. Są nam potrzebni.
A jeśli lubisz stare filmy – polecam „Ucztę Babette”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *